Z ostatnich chwil:

Dnia 2-go października 2009 r., bo burzliwych rozmowach i negocjacjach godziny wyjazdu ( liczba przebytych spotkań- jedno- ale jakie) wyruszyliśmy w wydającą się nam niekończącą podróż. Trasa prowadziła z Wrocławia do Warszawy.
Cel jaki nam przyświecał- „Ogólnopolska Konferencja Alfa”. Liczba Galilejczyków - 11 dusz, porozdzielane na 3 samochody, po serwisie oczywiście.
Wyjechaliśmy o godz. 17 (z niewielkim poślizgiem), wyjazd z Wrocławia okazał się nieco zwodniczy, bo zakorkowany, ale ku naszej uciesze wykorzystaliśmy to, aby powierzyć nasze dusze i ciała Panu, wszystkim Świętym i naszym ukochanym Aniołom Stróżom, oczywiście też udało nam się nawiązać kilka poważnych przedkonferencyjnych rozmów. Nasz entuzjazm oceniłabym na średnim poziomie, zadowolenie ogólne również na średnim poziomie, śmiech i okazje do śmiechu na wysokim poziomie. (- w sumie nie wiem czemu pierwsze dwa punkty oceniałam na” średni”). No cóż jedźmy dalej. Peleton samochodowy prowadził Piotr Cz. w pięknym Renault Laguna, wyposażonym w japońskie urządzenie z połączeniem satelitarnym (GPS- Gdzie Pojedziemy Się okaże), w samochodzie tym oprócz Piotrka znajdowali się: Marta P., Tomek S., i Anna Ż. Tuż za nimi w samochodzie nr 2 z Kasią K. na czele podążały Ania M., i Agata B.,i na końcu, ale w cale nie „szarym” sunęli Łukasz K., Grzegorz P., Grzegorz R., Michał K.
Po licznych perypetiach i zjedzonych kanapkach o godz 1:07 dotarliśmy, przedzierając się przez niezamieszkany Las Bielański, do Domu Rekolekcyjnego na ul. Dewajtis 3 w Warszawie. Dla niektórych z nas była to pierwsza wizyta w Warszawie, a dla wszystkich, powód do dumy i radości, że nasze modlitwy zostały wysłuchane. Pan jest Dobry zaopiekował się nami małymi robaczkami.
Przyjęci w recepcji przez miłego młodego mężczyznę o nieznanym imieniu pożegnaliśmy się czule i poszliśmy spać. Niepokojąca była jedna informacja- śniadanie-7:30. Eh… nici z miłosierdzia. No cóż.. .poranek 3 października 2009 r., godz. 7:20, hm...- można by nawet pobiegać po rosie, na pewno jeszcze była.
Śniadanie- na takie śniadanie to można wstawać nawet o 6:15! Potem Eucharystia, a potem już wykłady. Byliśmy podzieleni na dwie ścieżki- zaawansowaną i początkującą.
Wykłady przeplatane były modlitwami uwielbienia, także nawet ci z nas, dla których wykład jest ostatnią rzeczą, którą robiliby w sobotę (Anna Ż.) mieli rogala na twarzy. Na konferencji oprócz wspólnot Kościoła Katolickiego były również wspólnoty z kościoła ewangelickiego i prawosławnego. Od Pitera- jednego z wykładowców-dowiedzieliśmy się jak wygląda ewangelizacja w Anglii oraz o owocach kursu Alfa na tym terenie . Dzień kończyły świadectwa ludzi, którzy dzięki Alfie poznali Pana i doświadczyli działania Ducha Świętego- włos się jeżył i serce mocniej pikało jak wielkie rzeczy Pan działa i czyni, jeśli tylko Mu na to pozwolimy. Uwieńczeniem soboty była modlitwa o wylanie Ducha Świętego. Dla wszystkich z nas był to czas gdy Pan trzymał nas mocno w Swoich Objęciach.
Już zupełnie na końcu tego dnia powędrowaliśmy na krótki spacer, co by dotlenić nasze umysły, bo serca mieliśmy już pełne po brzegi…
Niedziela, śniadanieeee- 7:30, powoli zaczynamy się przyzwyczajać. Tuż po nim Uczta Pańska. A potem wykłady i wybieralne seminaria. A po obiedzie ruszaliśmy w kierunku Wrocławia. Bogaty czas, czas obdarowania przez Pana. Wracaliśmy napełnieni Słowem i Duchem. Dzięki Panu szczęśliwie dotarliśmy do domów. My spaliśmy a łaska ciągle w nas działała… acha, oczywiście wróciliśmy w pełnym składzie, strat żadnych same zyski :)
A teraz Galilejczycy: Do booooooju! Zdobywać cały świat dla Pana! Ania Ż.